Reklama

MUZEUM WĘDKARSTWA.

Tutaj piszemy o wszystkim.

Moderator: Dano

Awatar użytkownika
Eugeniusz Friede
Wędkarz
Posty: 83
Rejestracja: wtorek, 20 listopada 2012, 16:29
Ulubiona metoda połowu: spławik
Imię: Eugeniusz
Lokalizacja: Słupsk
Kontaktowanie:

Re: MUZEUM WĘDKARSTWA.

Postautor: Eugeniusz Friede środa, 12 marca 2014, 10:35

Proporczyki Hilarego.
W czasach przed komputerami i internetem najrozmaitsze pamiątki, jak zdjęcia, widokówki, proporczyki, itp. drobiazgi były przyszpilane do zawieszanych na ścianach mat. Najtańsze były maty słomkowe. Spotykało się także trzcinowe, listewkowe, wiklinowe, w kolorach naturalnych lub barwione. Stanowiły popularny element wystroju wnętrz tak w instytucjach, jak i prywatnych mieszkaniach.
Do zbiorów Muzeum Wędkarstwa w Słupsku trafiła ostatnio przesyłka od Hilarego Jałoszyńskiego, zawierająca 12 proporczyków związanych z naszym hobby. Najstarszy został wykonany z okazji Międzynarodowych Zawodów Gruntowych rozegranych w 1981 roku w Tarnobrzegu. Doczepiona do niego plakietka upamiętnia 50-lecie Wiadomości Wędkarskich.
Ofiarodawca wraz z eksponatami przekazał kilka własnoręcznie napisanych zdań, za które również serdecznie dziękuję. Takie słowa dodają wiary w to, co się robi.

Obrazek

Obrazek
c.d.n.
Eugeniusz Friede
www.jaxonclub.slupsk.pl
Awatar użytkownika
Eugeniusz Friede
Wędkarz
Posty: 83
Rejestracja: wtorek, 20 listopada 2012, 16:29
Ulubiona metoda połowu: spławik
Imię: Eugeniusz
Lokalizacja: Słupsk
Kontaktowanie:

Re: MUZEUM WĘDKARSTWA.

Postautor: Eugeniusz Friede poniedziałek, 17 marca 2014, 21:28

Muszle małży.
Pomimo kilkudziesięciu lat wędkowania, na palcach jednej ręki mógłbym policzyć nocne wyprawy na ryby. Z każdą z tych zasiadek związane są niepowtarzalne wspomnienia. I to niekoniecznie od strony wędkarskich sukcesów, chociaż i takie się też zdarzały.
Na jedno z nocnych wędkowań wybraliśmy się z Januszem i Zygmuntem. Na położone nieco w bok od miejscowości Poganice jezioro Huta. Akwen znany z obfitości linów i szczupaków.
Jak to często bywa przy wyjazdach wtedy gdy się ma czas, a nie wtedy gdy ryby biorą-nocne czekanie na lina, i poranne spinningowanie-nie dały żadnych efektów. Za to Janusz płynąc łódką wypatrzył na dnie jeziora niezwykle duże muszle małży. Udało się je szczęśliwie wyłowić i w całości przewieźć do domu. Znalazły swoje miejsce na muzealnej półce jako pamiątka tamtego wypadu.
Drugie znalezisko to oryginalnie zakapslowana butelka piwa. Pozostawiona przez ekipę biwakującą przed nami. Ten rekwizyt z wiadomych względów nie uchował się.

Obrazek

c.d.n.
Eugeniusz Friede
www.jaxonclub.slupsk.pl
Awatar użytkownika
Eugeniusz Friede
Wędkarz
Posty: 83
Rejestracja: wtorek, 20 listopada 2012, 16:29
Ulubiona metoda połowu: spławik
Imię: Eugeniusz
Lokalizacja: Słupsk
Kontaktowanie:

Re: MUZEUM WĘDKARSTWA.

Postautor: Eugeniusz Friede poniedziałek, 31 marca 2014, 19:09

Metiz Kijów.
Rozglądając się po muzealnej ekspozycji za kolejną ciekawostką do opisania, trafiłem na drobiazg wyprodukowany w Zakładzie Wyrobów Metalowych w Kijowie. Jest to waga z miarką. Po złożeniu ma wielkość pudełka zapałek. Zakres ważenia od 0 do 5 kg z podziałką co 20 dkg. Miarka w postaci zwijanej sprężynowo taśmy stalowej ma długość 85 cm. Na wyrobie pamiętającym czasy radzieckie została wybita cena: 1 rubel 38 kopiejek.
Eksponat do naszych zbiorów został przekazany przez anonimowego ofiarodawcę. W Księdze Inwentarzowej wpisany pod numerem MWS-213.

Obrazek

Spowodowany sprzyjającą aurą, wcześniejszy niż rok temu początek sezonu wędkarskiego, wiąże się z kolejną przerwą w publikacji materiałów o Muzeum.
Znajomi emeryci zapraszają mnie co i rusz na wspólne wędkowanie w trakcie tygodnia. Z żalem muszę im odmawiać przytaczając przy tej okazji opinię domowników, według której wołałoby o pomstę do nieba, że właściciel firmy nie dość, że nic nie robi, to pojechał na dodatek na ryby. :lol:
Chciałbym jeszcze przypomnieć o możliwości materialnego wsparcia muzealnej inicjatywy poprzez zadysponowanie 1% z podatku na KRS: 00 00 16 61 40 z podaniem Celu szczegółowego: Słupia-Muzeum.
Użytkowników Forum, na czas przerwy w muzealnej opowieści, zapraszam do lektury wcześniej napisanych cykli wspomnieniowych, zatytułowanych; NA RURZE i UZDROWISKA WĘDKARSKIE.
c.d.n.
Eugeniusz Friede
www.jaxonclub.slupsk.pl
Awatar użytkownika
Eugeniusz Friede
Wędkarz
Posty: 83
Rejestracja: wtorek, 20 listopada 2012, 16:29
Ulubiona metoda połowu: spławik
Imię: Eugeniusz
Lokalizacja: Słupsk
Kontaktowanie:

Re: MUZEUM WĘDKARSTWA.

Postautor: Eugeniusz Friede wtorek, 19 sierpnia 2014, 18:37

Puchary Janusza.
W lipcu 2014 roku miałem okazję poznać nituzinkowego animatora wędkarstwa i znakomitego wędkarza-Janusza Chrzczonowicza z Człuchowa.
Przy okazji naszego spotkania przekazał niezwykle ciekawy zestaw eksponatów dla Muzeum Wędkarstwa w Słupsku. Jest tego tyle, że wystarczyło by na oddzielną ekspozycję. Będę do tego zbioru wracać. Na początek trzy puchary, o których Janusz tak napisał:
1.Puchar drewniany z roku 1983-mój pierwszy.
2.Puchary w latach 80-tych i 90-tych najczęściej były bez tabliczek (nie wszędzie była możliwość grawerowania);
a) Puchar za II miejsce-POŻEGNANIE Z LATEM otrzymałem bez tabliczki. Ponieważ w zakładzie gdzie pracowałem była grawerka, to tabliczkę mi dorobili koledzy (trzeba było pisać podanie do dyrektora zakładu o pozwolenie).
b) Puchar WĘDKARZ ROKU-zdobyłem w sekcji zakładowej ZUT. Ponieważ plastyk zakładowy był wędkarzem, to na cele sekcji w ten sposób opisywał puchary.
Puchary obecne to Bajka w porównaniu do tych starych. Dlatego chciałem aby pokazać jak było dawniej, a najlepszy sposób to Muzeum.

Obrazek

c.d.n.
Eugeniusz Friede
www.jaxonclub.slupsk.pl
Awatar użytkownika
Eugeniusz Friede
Wędkarz
Posty: 83
Rejestracja: wtorek, 20 listopada 2012, 16:29
Ulubiona metoda połowu: spławik
Imię: Eugeniusz
Lokalizacja: Słupsk
Kontaktowanie:

Re: MUZEUM WĘDKARSTWA.

Postautor: Eugeniusz Friede środa, 21 stycznia 2015, 17:01

Numer KRS: 00 00 16 61 40 i Cel szczegółowy: Słupia-Muzeum podaję jedynie pro forma.
Jak dotychczas żaden z internautów- użytkowników tego Forum nie przekazał 1% na nasz wędkarski cel.
Byłbym raczej zdziwiony, gdyby w tym roku było inaczej?
Eugeniusz Friede
www.jaxonclub.slupsk.pl
Awatar użytkownika
Eugeniusz Friede
Wędkarz
Posty: 83
Rejestracja: wtorek, 20 listopada 2012, 16:29
Ulubiona metoda połowu: spławik
Imię: Eugeniusz
Lokalizacja: Słupsk
Kontaktowanie:

Re: MUZEUM WĘDKARSTWA.

Postautor: Eugeniusz Friede wtorek, 3 lutego 2015, 19:35

Od dość dawna do zbiorów Muzeum nie trafił tak potężny zestaw sprzętu, jak ten przysłany przez Radosława Kłosa z Lubina. Potężny dosłownie i w przenośni.
Po pierwsze z uwagi na liczebność: trzy wędki i trzy kołowrotki. Po drugie: w przesyłce znalazły się kij Albatros z włókna szklanego co najmniej na rekiny i równie duży kołowrotek japoński HI-CAST SUPER model 450.
Wszystkie eksponaty w doskonałym stanie. Widać gołym okiem, że były w dobrych rękach. Tak, jak przed laty potrafiłyby użytkownikowi przynieść wiele satysfakcji. Tylko, że ich ciężar dużo większy od współczesnej wielomodułowej chińszczyzny, przełożyłby się na szybkie zmęczenie wędkarza.
Ofiarodawca do muzealnych obiektów nie dodał ani słowa opisu. Liczę na to, że się odezwie i dorzuci chociaż kilka zdań o tym, kto, kiedy i z jakimi efektami posługiwał się tym sprzętem?
Gest Radka to nie tylko pomnożenie zbiorów Muzeum Wędkarstwa w Słupsku. Jest to również pozytywny impuls dla Kustosza, że ciągle warto zabiegać o zachowanie obiektów kultury materialnej związanych z naszym hobby.
Dziękuję!

Obrazek
Eugeniusz Friede
www.jaxonclub.slupsk.pl
Awatar użytkownika
Eugeniusz Friede
Wędkarz
Posty: 83
Rejestracja: wtorek, 20 listopada 2012, 16:29
Ulubiona metoda połowu: spławik
Imię: Eugeniusz
Lokalizacja: Słupsk
Kontaktowanie:

MUZEUM WĘDKARSTWA.

Postautor: Eugeniusz Friede wtorek, 9 lutego 2016, 19:46

Dorsz Zygmunta.
W Krakowie na Wawelu zawisł dzwon, a w Muzeum Wędkarstwa w Słupsku dorsz…. Zygmunta.
Jego droga do naszej kolekcji była dosyć zawiła. Autorem pomysłu na przekazanie eksponatu do muzealnych zbiorów był właśnie Zygmunt. Reszta osób, które się do tego przyczyniły, woli pozostać anonimowa.
Spreparowana ryba to bez wątpienia dorsz bałtycki. Jego wagę można oszacować na około 10 kg. Zaś długość w przybliżeniu na 1 m. Za złowienie takiego okazu właściciel Vanessy PS wypływającej z Helu daje wyprawę gratis. Na filmie Jesienny Rejs: https://www.youtube.com/watch?v=bpagB49CuLs
Nietrudno wyobrazić sobie emocje łowcy takiej sztuki. Na dodatek holowanej z głębokości kilkudziesięciu metrów. Trzeszczały przy tym nie tylko wędzisko, kołowrotek i plecionka, ale również ścięgna wędkarza. Wiedzą o tym wszyscy, którym zdarzyło się złowić taaaką rybę.
Wielkie dzięki!

Obrazek

Obrazek
Eugeniusz Friede
www.jaxonclub.slupsk.pl
Awatar użytkownika
Eugeniusz Friede
Wędkarz
Posty: 83
Rejestracja: wtorek, 20 listopada 2012, 16:29
Ulubiona metoda połowu: spławik
Imię: Eugeniusz
Lokalizacja: Słupsk
Kontaktowanie:

MUZEUM WĘDKARSTWA.

Postautor: Eugeniusz Friede niedziela, 21 lutego 2016, 15:10

Wędkarska arystokracja.
W poszukiwaniu bardziej finezyjnych metod wędkowania powstał sposób łowienia na sztuczną muchę. Na tyle atrakcyjny i skuteczny, że wciąż rośnie ilość fascynatów tej metody. Na początek próbują swoich sił na tanich zestawach. Wędzisko z włókna szklanego, prosty kołowrotek o ruchomej szpuli. Na tym kończą się możliwości oszczędzania. Podkład, sznur, łączniki, przypony koniczne, no i przede wszystkim przynęty muszą być profesjonalne. Na imitacje owadów odbiegające od pierwowzorów ryb nabrać się nie da.
Za sprawą Tomasza z Nowego Sącza, zainspirowanego przez Krzysztofa z Krakowa, do zbiorów Muzeum Wędkarstwa w Słupsku trafił piękny zestaw sztucznych owadów wraz z narzędziami służącymi do ich wytwarzania. W paczce znalazły się również znaczki wydane na okoliczność rozgrywanych zawodów muchowych.
Nadawca przesyłki napisał tak: „Witam. Wczoraj wysłałem do Pana paczuszkę z pamiątkami z lat 70-tych , z Nowego Sącza. Oznaki to wiadomo , ale muchy jak i imadło zostały wykonane przez wielokrotnego uczestnika a także zwycięzcę ogólnopolskich zawodów muchowych . Wiem ,że na jego muchy w latach 1965-1980 łowiło wielu muszkarzy w Polsce.. Niestety nie znam ( choć się domyślam) nazwiska właściciela tych przedmiotów. Przyniósł mi je do pracy jego syn. Nasze spotkanie było krótkie, więc nie zdołałem dowiedzieć się więcej szczegółów. Po rozmowie z Krzychem (Czaplą ), z którym przyjaźnię się od wielu lat, doszliśmy do wniosku , iż właściwym miejscem dla tych pięknych pamiątek będzie Pana Muzeum..... Paczka została wysłana w środę więc powinna dotrzeć w piątek. Pozdrawiam i gratuluję pięknej inicjatywy”.
Dziękuję wyżej wspomnianym za przekazane eksponaty. Każdy taki gest dobrej woli wyzwala we mnie poczucie długu wdzięczności. Nie wiem, czy będę mógł się w inny sposób-niż tych parę zdań w forum, zrewanżować?

Obrazek
Eugeniusz Friede
www.jaxonclub.slupsk.pl
Awatar użytkownika
Eugeniusz Friede
Wędkarz
Posty: 83
Rejestracja: wtorek, 20 listopada 2012, 16:29
Ulubiona metoda połowu: spławik
Imię: Eugeniusz
Lokalizacja: Słupsk
Kontaktowanie:

MUZEUM WĘDKARSTWA.

Postautor: Eugeniusz Friede czwartek, 20 października 2016, 15:53

Wraz z jesiennym skracaniem się dnia zmniejsza się aktywność wędkarzy. Na przymorskich rzekach zaczął się okres ochronny z uwagi na tarło troci. Pozostaje wędkowanie na kanale w Rowach lub na Bałtyku. Rowy są łowiskiem mało przewidywalnym. Wypłynięcie w wędkarski rejs na morze to jeszcze większy totolotek.
Naturalną koleją rzeczy pozostaje więcej czasu na inne przyjemności. Na bazie różnych zdobycznych płyt meblowych powstał regał dla wyeksponowania wędzisk, które przez prawie rok czekały, żeby pokazać je światu. Są to wędki bambusowe, klejonki i cała gama spinningów z włókna szklanego lub aluminium. Zostały przekazane do Muzeum przez wędkarzy z podaniem imienia i nazwiska lub anonimowo. Niektóre eksponaty noszą ślady licznych napraw i przeróbek. Modyfikacje to niezwykle ciekawy obraz wędkarskiej przemyślności. Od bardzo topornej do niezwykle finezyjnej. Część wędek trafiła do nas wraz z kołowrotkami. Szczególnie jeden z nich zwrócił moją uwagę. A to z powodu bardzo pomysłowej naprawy złamanej stópki. Kikut od korpusu został włożony w dopasowaną metalową rurkę, zaś z drugiego rozciętego końca naprawiający uformował nową stópkę. Proste i skuteczne. Nie pokażę tego na zdjęciu, żeby nie psuć sobie interesu. Jak wszyscy zaczną naprawiać uszkodzone kołowrotki, to nie będzie komu kupować nowych. :lol:

Obrazek
Eugeniusz Friede
www.jaxonclub.slupsk.pl
Awatar użytkownika
Eugeniusz Friede
Wędkarz
Posty: 83
Rejestracja: wtorek, 20 listopada 2012, 16:29
Ulubiona metoda połowu: spławik
Imię: Eugeniusz
Lokalizacja: Słupsk
Kontaktowanie:

MUZEUM WĘDKARSTWA.

Postautor: Eugeniusz Friede wtorek, 29 listopada 2016, 18:32

Zestaw Muchowy.
Rozpakowałem przesyłkę od Stasia Pomykały ze Strzegomia i z wrażenia ….. szczęka mi opadła! Do Muzeum trafił kompletny zestaw muchowy liczący kilkadziesiąt lat z automatycznym kołowrotkiem. Wielkie dzięki! Więcej szczegółów w załączonym przez ofiarodawcę opisie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Eugeniusz Friede
www.jaxonclub.slupsk.pl
Awatar użytkownika
Eugeniusz Friede
Wędkarz
Posty: 83
Rejestracja: wtorek, 20 listopada 2012, 16:29
Ulubiona metoda połowu: spławik
Imię: Eugeniusz
Lokalizacja: Słupsk
Kontaktowanie:

Re: MUZEUM WĘDKARSTWA.

Postautor: Eugeniusz Friede piątek, 9 kwietnia 2021, 10:12

Nie mogę narzekać na brak zajęcia. Nie mniej między realizacją zamówień internetowych i załatwianiem miejscowych wędkarzy zdarzają się mniejsze lub większe przerwy. Odrywanie się od podstawowych czynności powoduje zakłócenie rytmu pracy. Nie lubię, jak się za coś zabiorę żebym to musiał zostawić i gonić w inne miejsce. Co innego z pisaniem. Kartkę papieru i długopis można w każdej chwili odłożyć. Zaś w głowie ułożyć sobie dalszą narrację.
Moje ostatnie felietony były bardzo krótkie. Kilka zdań, żeby nie zanudzać czytelnika. Tym razem rzecz ma być nieco dłuższa. Wszystko to przez pochwały, jakie zebrałem od osób, do których trafiły wydane drukiem Opowiadania. Zostałem mile zaskoczony, że jednak ludzie czytają. Tylko niektórzy bezmyślnie oglądają obrazki w telewizorze. Bywa, że w dwóch jednocześnie.
Jak dalece sięgam pamięcią, to zdarzały mi się różne niewydarzone pomysły. W dzieciństwie błysnąłem wśród rówieśników niekonwencjonalnym sposobem poruszania się zimą. Dorośli mieli sanie ciągnione przez konie, koledzy sanki na sznurku, a ja poruszałem się psim zaprzęgiem. Był to w pełni profesjonalny napęd, gdyż jako pasażer mogłem poruszać się do szkoły lub na zakupy w dowolnym kierunku. Wszystko to dzięki przemyślności i cierpliwości w tresurze moich psów. Eskimoska sanna była wspominana jeszcze przez wiele lat po ukończeniu przeze mnie podstawówki.
I tak mi już zostało. W latach siedemdziesiątych miała się dobrze kultura studencka. Wtedy pojawili się Zaucha, Grechuta, Rodowicz, Sipińska i liczne kabarety. Elita, Tey, Rosiewicz i Hagaw. Założyłem również na swojej uczelni kabaret o nazwie Loszek. Nie wykluła się z niego żadna wielka potęga, ale byłem mile zdziwiony czytając materiały przygotowane na zjazd absolwentów zorganizowany w 20 lat po ukończeniu szkoły, że satyryczna inicjatywa przetrwała w Akademii przez kilka kolejnych lat. Cały czas pod tą samą nazwą.
W pracy zawodowej takie różne pomysły miały swoją nazwę: racjonalizacja i wynalazczość. Były z tego dodatkowe pieniądze. Uposażenie początkującego inżyniera w firmie państwowej mieściło się w przeciętnych dochodach. Te zaś były skrojone na miarę równych żołądków umysłowego i fizycznego. Do tego jedynym kapitałem na starcie było mieszkanie z firmy i zestaw mebli od teściowej. Jak i inni młodzi ludzie mieliśmy potrzebę być tu i tam. Bywać w gościnie i przyjmować odwiedziny innych. Wszystko to wiązało się z kosztami. Na promocyjnych zakupach również nie szło zaoszczędzić, bo ich po prostu nie było. Wszyscy byli zadowoleni, jak cokolwiek udało się kupić.
Wnioski racjonalizatorskie nie mogły dotyczyć zadań, które były przedmiotem obowiązków służbowych. Trzeba się było zdrowo nagłowić, żeby wymyśleć coś, co przynosiło profity firmie a nie było w żaden sposób przypisane do własnego zakresu obowiązków. Wiele z moich pomysłów było w ten sposób utrącane. Grunt to jednak się nie zniechęcać.
Ten sposób dorabiania skończył się z chwilą awansu na zastępcę dyrektora. Ścisłe kierownictwo zakładu było wyłączone z przywileju składania wniosków. Byłem od oceniania innych i pilnowania interesu firmy. Nikt mi nie zabronił być jednak nadal inżynierem. Podsuwałem swoje pomysły podwładny. Ich widok na osobiste profity eliminował opory w tworzeniu czegoś nowego. Szło łatwiej.
W nowych realiach wynikających z urynkowienia gospodarki przez reformy Balcerowicza firma padła. Trzeba było się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Spróbowałem zostać senatorem pierwszej kadencji. Bez efektu. Zdjęcia Skowrońskiej i Grządzielskiego z Lechem przesądziły sprawę. Mogłem się jedynie pocieszać, że dostałem w wyborach tyle głosów jak miałem podpisów na listach poparcia. Następny krok to spółka nomenklaturowa. Udało się powołać do życia Słubex Sp. Z o.o. Interesy wspólników okazały się jednak tak rozbieżne, że pozostało ratować się działalnością na własny rachunek. Każda zmiana formuły wymagała wgryzania się w przepisy. Siedziałem i uczyłem się Kodeksu Handlowego, obowiązków sprawozdawczych, rozliczeń z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych, przepisów podatkowych. Co tu ukrywać, nie byłem za to hołubiony przez żonę. Na nią przypadało więcej obowiązków domowych.
W tym czasie nie było w Słupsku żadnego zakładu budowy kominków. Był czas, że szło nawet nieźle. Kolejka chętnych na pół roku do przodu. Śmigałem z ekipą również po okolicy: Darłowo, Miastko. Dla zajęcia czasu w czasie przerw technologicznych pracowała kuźnia produkując zestawy kominkowe, przecinaki, brechy, gwoździownice. Jedno z takich narzędzi pozostawiłem sobie. Czułbym się bez niego jak bez ręki. Skończyło się tanie kredytowanie budownictwa mieszkaniowego i skończyły pieniądze na kominki. Próbowałem coś tam jeszcze ratować na usługach budowlanych. Po wyczerpaniu wszelkich rezerw z lepszych czasów kolejna zmiana branży: handel artykułami spożywczo- przemysłowymi. Pracowaliśmy oboje. Po kilkanaście godzin dziennie przez wszystkie dni tygodnia. Dzieci były już trochę odchowane, nie mniej starsze miały wiele obowiązków ponad swoje lata. Najtrudniej miał najstarszy – Irek. Procentowało wpajane mu od maleńkości poczucie odpowiedzialności za młodsze rodzeństwo i poczucie rodzinnej wspólnoty interesów. I tak mu zostało do teraz.
Nie wiadomo kiedy zleciało nam w handlu 30 lat. Jak już pisałem, początek to jedzenie i chemia. Zmieniały się miejsca naszych punktów handlowych. Wynikało to głównie z kosztów wynajmu lokalu i widoków, że w danym miejscu będą przynosić ponad przeciętne obroty. Każdorazowa zmiana to dokładne rozpoznanie konkurencji, widoków na dłuższe zagrzanie miejsca. W tym czasie klienci nie kupowali z uwagi na gazetki lecz na poziom zaopatrzenia i jakość obsługi. Z różnych przyczyn nie było u nas najlepiej. W ramach kolejnej reorganizacji jeden ze sklepów zaproponowałem Irkowi. Wybrał największy i zadbał o to, żeby w nim było wszystko i zawsze. Zaczęło iść na tyle dobrze, że bez żadnych ubytków w rodzinnych dochodach zwinąłem całą resztę majdanu.
Pojawiły się pierwsze sklepy wielko powierzchniowe. Co raz trudniej było konkurować. Ratowaliśmy się sprzedażą alkoholu i czasem otwarcia. Zacząłem szukać czegoś nowego. Dosyć przypadkowo kupiliśmy dom, gdzie poprzedni właściciel prowadził sklep wędkarski. Dało to początek Jaxon Clubowi. Przez kilka lat konsekwentnego aż do bólu trzymaniu się przyjętej pierwotnie koncepcji udało się wypromować to osiedlowe miejsce na chętnie odwiedzane przez wędkarzy. Naszą pozycję ugruntował Internet i tutaj znowu muszę wspomnieć o Ireneuszu. Czuję chwilami pretensje do siebie, że rzadko kiedy przekazuje mu za wszystko co zrobił przez te lata dobre słowo. A zasłużył na to jak mało kto.
Miało być o niewydarzonych pomysłach a zebrało się na zwykłe wspomnienia. Jest jednak coś co stało się impulsem do pisania. W trakcie wiosennych porządków trafiłem na zdjęcie piramidy do ekspozycji warzyw i owoców ustawionej w naszym sklepie osiedlowym przy ulicy Jana Kazimierza 20. Doczekała się nawet anonsu prasowego zmarłego niedawno Zbigniewa Mareckiego. Wbrew oczekiwaniom produkty w niej przechowywane psuły się szybciej niż trzymane na regale. Swoją rolę jednak spełniła. Była to jedyna piramida, która została zamontowana w całym mieście. Spotkałem się również z opinią, że to ustrojstwo to piramidalna głupota. Amerykanie wyprzedzili nas z reklamą. Nie ważne jak mówią, ważne że coś wzbudziło zainteresowanie. I o to chodziło pomysłodawcy. Piramida już była i nie miałoby sensu ustawiać nowej przed sklepem wędkarskim. Ale postawiłem silnik elektryczny do łodzi wraz z akumulatorem. Nowych nie ma w Poznaniu, ale muzealny zestaw Minn Kota wraz z akumulatorem z demobilu również powinien podziałać na wyobraźnię.
Zestaw jak każdy obiekt w naszym muzeum ma swoją historię. Trafił do mnie od Aleksandra Aziukiewicza. Olek jest autorem jednego z rozdziałów Opowiadań o swojej zsyłce do Kazachstanu. Od kilku lat jeździmy razem na ryby. Często gęsto na jezioro Jasień. Raz, że nam się tam bardzo podoba, a dwa to przez dostępność łódki, której użyczał nam gospodarz za rozprowadzane zezwoleń. Długi czas pływaliśmy na wiosłach, aż kiedyś kolega przypomniał sobie, że ma silnik elektryczny. Pływanie po tym uroczym akwenie stało się jeszcze bardziej bajkowe. Po jakimś czasie w Minn Kocie wysiadły biegi. Aleksander kupił nowy silnik i przy okazji własną łódkę. Odradzałem mu to jak mogłem, ale się uparł. Mówią - kto bogatemu zabroni. Znajomy elektryk samochodowy naprawił uszkodzony silnik. Co prawda ma teraz tylko po jednym biegu do przodu i do tyłu. Ale lepiej źle płynąć na silniku, niż dobrze wiosłować. Akumulator samochodowy jest z demobilu, ale kręci. Wystarczy, żeby zademonstrować na czym polega poruszanie się po wodzie. Większość wędkarzy nie tylko że nie miała własnego silnika, ale nawet nie widziała go z bliska na oczy. Obrazek też nie do wszystkich przemawia. Ale co tu się dziwić, jeśli wielu klientów musi zobaczyć jak wygląda 1 metr. Ciężarek musi wziąć do ręki, bo gramatura 20, 30 czy 40 gram mu nic nie mówi. Bym się może i nie dziwił kobietom, ale na mężczyzn wędkarzy to patrzę z politowaniem. Przecież jednostki miary były w programie szkoły podstawowej. Nie chce mi się wierzyć, żeby jej nie skończyli.
Obrazek
Eugeniusz Friede
www.jaxonclub.slupsk.pl

Wróć do „Hyde Park”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Reklama

Użytkownicy online: 5 :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 4 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Bing [Bot]
Najwięcej użytkowników (101) było online niedziela, 27 listopada 2011, 19:02
Liczba postów: 17332
Liczba tematów: 905
Liczba użytkowników: 454
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: master15
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Reklama